Seriale, które nie dadzą Ci spokoju.

Seriale, które nie dadzą Ci spokoju.

Oglądałam odcinek za odcinkiem, kosztem nieprzespanych nocy i olewania wszystkie co ważne. Te seriale, przynajmniej przez jakiś czas, pochłonęły mnie i zabrały mi wiele godzin z życia. Ale nie żałuję bo uwielbiam się wkręcać w seriale, żyć nimi, wczuwać się w bohaterów. Naprawdę żałuję, że nie mogę zobaczyć ich jeszcze raz po raz pierwszy. Mam nadzieję, że znajdziesz tu chociaż jedną interesującą propozycję.

 

1.”Sposób na morderstwo.” Serial prawniczy z genialną, główną rolą. Postać Annalise jest dosłownie uzależniająca. Na przestrzeni 5 sezonów moja opinia i wyrozumiałość jej czynów ulegała wielu zmianom. Ale charyzmy i siły na pewno nie można jej odmówić. Każdy sezon dotyczy innego morderstwa, w każdym odcinku dostajemy kawałeczek układanki która powoli składa się w całość, często bardzo zaskakującą. Reszta bohaterów również skradła moje serce- widzimy ich zmiany, które zachodzą w każdym. Spotyka ich sporo sytuacji, którym nikt z nas nie chciałby stawić czoła. Czasem nas denerwują, czasem wzruszają a czasem po prostu ich kompletnie nie rozumiemy.

 

2. „Orange is the new black”. Jeśli ktokolwiek tego serialu jeszcze nie widział to koniecznie nadróbcie zaległości. Produkcja ze świetnym poczuciem humoru i tak różnorodnym wachlarzem postaci, że ciężko uwierzyć że mogą się w ogóle dogadywać. Genialne jest to, że cały czas wszystkie kobiety mają identyczne ubrania, co w serialach jest rzadko spotykane. Zazwyczaj to właśnie stroje i stylizację są sporym atutem i zachętą do dalszego oglądania. Tutaj oglądamy bo się przejmujemy, poznajemy dramaty, kontrasty, i nie raz absurdalne sytuacje z którymi bohaterki muszą się zmierzyć lub kiedyś to już zrobiły, a teraz muszą żyć ze swoimi decyzjami. O sile kobiet, o ich walce, trudach i chęci żeby mimo wszystko, wszystko było dobrze. Czasem mam wrażenie, że największą wadą serialu jest główna bohaterka, która bywa okropnie irytująca. Ale nawet to dodaje uroku całości. 🙂

 

3. „Belfer”. Pierwszy polski serial, który zrobił na mnie duże wrażenie. W końcu coś interesującego, mocnego i zrobionego z dbałością o szczegóły. Dużo się dzieje, sporo zwrotów akcji i świetny Maciej Stuhr, który udowadnia, że jest świetnie sobie radzi nie tylko w komediach. Plus za angaż nieznanych, młodych aktorów.

 

4. „Dark”. Niemiecka produkcja powstała na fali sukcesu „Stranger things”. Powiedzmy, że klimat jest podobny, mamy też elementy sci-fi i oryginalne pomysły. Są ciekawi bohaterowie, zagadka i mamy podróżowanie w czasie, ale nie takie do końca „typowe”. Mam nadzieję, że w końcu powstanie drugi sezon, do którego zdjęcia zaczęły się w czerwcu zeszłego roku. Pierwszy sezon wyszedł rok wcześniej więc trochę musimy poczekać. 🙂 Polecam oglądać serial bardzo uważnie bo łatwo można się pogubić.

 

5. „Pretty Little Liars”. Byłam nim zachwycona chodząc do liceum, więc sporo lat temu, ale nadal uważam to za jeden z lepszych seriali. Świetne wątki kryminalne połączone z problemami dojrzewania i typowych wtedy problemów. Ogromny plus za tak duże zróżnicowanie głównych bohaterek. Każda z nas odnajdzie kawałek siebie w którejś z nich. Jak to w takich serialach bywa, dziewczyny są śliczne, zawsze świetnie ubrane i pomalowane i mają czas na wszystko, ale tak to już chyba bywa w takich produkcjach.

 

6. „True Blood”. Hmmm….co by tu powiedzieć. Bardzo klimatyczny i bardzo specyficzny. Jest mrocznie, czasem brutalnie, momentami śmiesznie. Taka troszkę karuzela, w połączeniu z bajkowością a bywa że i absurdem. Ostatnie sezony tylko dla wytrwałych, bo serial powinien się skończyć wcześniej, później jest momentami żałośnie. Bohaterowie wyjątkowi, Erick i Pam to duet nie do podrobienia.

 

7. „La casa de papel”.  Pierwsze 3,4 odcinki trzeba po prostu przeczekać bo mogą zniechęcać. Ale potem jest już tylko lepiej. Poleciałam jak szalona i zupełnie przepadłam. Dawno nie oglądałam większości odcinków  otwartą ze zdziwienia buzią. Niektórzy twierdzą, że czasem bywa zupelnie oderwany i bajkowy, ale dla mnie wszystko trzymało się w naprawdę świetnie zorganizowanym napadzie. Plan, który przewidział prawie wszystko. Ile razy myślałam sobie „no nie, teraz to już na pewno jest koniec!”, a tu proszę. I bohaterowie nazwami wielkimi miastami. Jest tu Rio, Tokyo i Berlin. Wszyscy inni, charakterystyczny, wyjątkowi. 2 świetne sezony, czekam na 3.

 

8. „The Haunting of Hill House”. Uuuuu…..na samą myśl mam ciarki. Jest po prostu świetny. Ogromny plus, że straszy głównie trzymaniem w ciągłym napięciu. Czekasz na coś, czujesz, że coś się zaraz wydarzy, boisz się nawet mrugnąć żeby niczego nie pominąć…. A tu nic. I oglądasz dalej. Świetne zwroty akcji, klimat i różnorodność bohaterów. Pokazuje, jak dokładnie te same zdarzenia, zupełnie inaczej wpływają na ludzi. I jak kilka chwil z dzieciństwa może ukierunkować całe nasze życie.

 

9. „American Horror Story”. Pierwszy serial o tematyce horroru, o którym zrobiło się tak głośno. Pierwsze dwa sezony to prawdziwe arcydzieło, z genialnym klimatem i aktorstwem. Pamiętam, że mnie zaskakiwał, szokował i czasem nawet odpychał, ale ciągle chciałam więcej. Późniejsze sezony były dla mnie męczące, ale do pierwszych dwóch na pewno kiedyś wrócę.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *